Albo rozwód albo rekolekcje!?
Przyjechałam z takim ultimatum, w ciszy serca mówiłam do Boga jak nie teraz, to już nigdy.
A nawet zdarzało mi się krzyczeć do Jezusa: „Naprawdę mam dość i jak się wreszcie nie zajmiesz naszą sprawą to serio koniec z nami”.
Tak, tak poważnie to brzmiało w moim sercu.
Wielokrotnie z wyborem i przyjazdem na rekolekcje to mieliśmy tak, że Zły kładł nam zawsze kłody pod nogi:
albo jakaś choroba dzieci ( mamy trójkę) albo problemy z opieką nad nimi (babcia albo dziadek chorzy lub niedyspozycyjni).
Tym razem myślę sobie: dziadki zdrowi dzieci zdrowe, kasa jest, no to rach-ciach dzwonimy, wpłacamy zaliczkę i czmychamy.
I tak zrobiliśmy. Zdecydowaliśmy się dołączyć tydzień przed. Szybka akcja. Ale oczywiście pogoda się pogorszyła.
Szklanka na drodze, wypadek goni wypadek, tragedia, zamiast 3h to czas przejazdu przedłużył się do 5 h.
Nie mogliśmy trafić do klasztoru: ciemno, 20 cm śniegu, jedna brama czerwona, druga, trzecia ….GPS źle prowadzi… jest jeszcze czwarta
brama, GPS zgłupiał, więc jedziemy na czuja, dobra kółko zrobiliśmy, jesteśmy.

Przyjechaliśmy z pewnym negatywnym ładunkiem emocjonalnym, bo wyjazdy na rekolekcje zawsze u nas tworzą napięcie związane
z wewnętrznym, podświadomym oporem przed ciężką pracą duchową. W aucie za wiele nie rozmawialiśmy o temacie rekolekcji.
Ja wytłumaczyłam mężowi dlaczego je wybrałam i czego oczekuję od nich. Otóż temat jest mi bliski zawodowo.
Problem jedności poruszany nie tylko na wykładach teologicznych, ale również we wspólnocie czy podczas pisania pracy dyplomowej. Myślałam, że będzie łatwo i przyjemnie, nikt mnie niczym nie zagnie, nie zadziwi.

Przyjechało 14 par. Początek wydawał się poważny, formalny, ciężki. A jednak rekolekcje okazały się strzałem w dziesiątkę,
po pierwsze przez to, że były prowadzone przez psychoterapeutę i księdza; po drugie przez to, że miały formę warsztatową;
po trzecie , że była duża swoboda, jeśli chodzi o zaangażowanie w poszczególne bloki zadaniowe (bez presji i nacisku),
nie było ani za dużo treści, ani za dużo aktywności; po czwarte, że człowiek się nie umęczył nadmiarem ćwiczeń duchowych.
Wracając do kwestii tematu to miał być taki łatwy i znany-a jak tylko został rzucony…my rozłożeni na łopatki:
pierwsze pytanie co to jest jedność?
Burza mózgów, ile głów tyle odpowiedzi, pierwszy ćwiek wbity w samo epicentrum naszych małżeńskich konfliktów…
To pytanie o jedność… i to co nas scala, łączy.
W nas dźwięczy najbardziej obraz jedności jako jednoczesnego zachwytu nad sobą nawzajem, takie wspólne, jednoczesne szczytowanie nawet myśląc seksualnie. To rozpatrywanie pojęcia jedności jako wzajemności to jak słowo klucz pootwierało nowe pochowane skrytki
w sercu, by otworzyć nas na siebie i na nasze uczucia od nowa.
Drugie pytanie: kiedy czuliśmy się w jedności ze sobą, następne: co ją buduje a co niszczy ?
To wszystko przeorało nasze serca. Aż trudno pisać o szczegółach.
Adoracja całonocna:
Mówimy do Jezusa…
Jesteśmy tu dla Ciebie…
A On jakby chciał nam powiedzieć…
Jesteście tu dla Siebie…
A ja znowu: Jezu teraz albo nigdy.
Ostatni dzień to poruszenie tematu języków miłości oraz seksualności, a także odnowienie przysięgi małżeńskiej w ciekawie zmienionej formie. Języki miłości były dla nas bardzo odkrywcze mimo, że już kiedyś mieliśmy z nimi do czynienia.
Kiedyś jednak po macoszemu teraz dogłębnie poznaliśmy czego potrzebujemy i oczekujemy od siebie nawzajem, jakich gestów miłości,
żeby być szczęśliwymi. Temat teologii ciała spowodował niedosyt w grupie ponieważ pojawiło się wiele pytań odnośnie tego jak żyć blisko Boga i blisko współmałżonka mimo różnicy potrzeb seksualnych? Jak okazywać miłość dla małżonka, który ma inny temperament?
Przy odnowieniu przysięgi, każdy miał zapewnić małżonka o pracy nad sobą w odkrytej sferze, zaniedbanym języku miłości na przykład.
To było mocne.
Wyjechaliśmy z poczuciem dowartościowania naszych wysiłków oraz pragnienia coraz mocniejszego miłowania małżonka.
Otrzymaliśmy konkretne narzędzie poznawczo-badawcze. Na ile je jesteśmy w stanie użyć?
Teraz po, jest czas, w zaciszu domowym, dopiero możemy zacząć świadczyć owocami przeżytych rekolekcji.
Bogu niech będą dzięki za to doświadczenie, które pokazało nam jak uznać miłość jako proces i mówić językiem, który daje drugiej osobie poczucie bycia kochanym. Temat braku jedności, a właściwie biblijna informacja (nie jest dobrze żeby człowiek był sam) o niekompletności
w samotności i możliwość bycia scalonym w małżeństwie (co Bóg złączył) jest dobrą nowiną dla każdego małżeństwa.
Tego nie da żadna terapia ani psychologia. To jest nasz cel. Cel, który jest jednocześnie darem i procesem do zaakceptowania.
Jednak droga do niego jest, mam wrażenie nie przez szafę jak w Narni, ale przez Lustro.
Najpierw tym lustrem jest Małżonek jako odbicie wszystkich moich słabości, pragnień i niedomagań, o których bezinteresownie dowiedzieć się mogę w każdym zasiadaniu, przez nas nazywane wysiadywanie”. Dlatego pewnie tak uciekamy od tego
obowiązku, żeby przypadkiem nie trafić na jakiegoś zbuka i nie rozbić w trakcie „zasiąścia”.
Adam i Ewa, Słowo Boże o nich to kolejne Lustro od Najwyższego Eksperta od związków ,
gdzie możemy studiować swoją niekompatybilność, w emocjach (bałem się), osądach (to ona mnie skusiła), stopniach odpowiedzialności za błędy (teraz w pocie czoła będziesz…).
Tak jak Adam i Ewa zobaczyli po grzechu swoją niekompletność tak i dla nas świadomość ta powinna być darem.
Na razie jest Gorącym Ziemniakiem i niczym więcej.
„Nasze własne niedobory nigdzie nie ukazują się bardziej niż w zobowiązującym trwałym partnerstwie.
Małżeństwo zmusza nas do stwierdzenia, że jako jednostki nie jesteśmy doskonali, że zawsze nam czegoś brakuje – a mianowicie lepszej połowy, że jesteśmy tylko mężczyzną albo tylko kobietą”. E. Zirhorst
Akurat czytam książkę która jest o tym samym, o czym temat formacyjny. Według mnie gdyby Bóg chciał kompatybilne,
niewybrakowane i pozarelacyjne komputery nie stwarzałby nas. Nie umieszczałby też ludzi w środowisku, w którym mają poznawać
siebie i być blisko Niego. Nie bez powodu nastąpiło rozdzielenie płci na męską i kobiecą. Ustanowił nas wolnymi osobowościami.
Dzięki temu oddzieleniu i wprowadzeniu nas w niekompletność dał szansę miłości. Ta głęboka filozofia Bożego planu zbawienia dla mnie
zawsze była zachwycająca. Jednak w praktyce widzimy siebie nawzajem inaczej bo brak boli i to zwykle ból rodzenia siebie jako nowej istoty w miłości. Tak jak Ewa powstała z Adama, tak Duch zawiera się w duszy, dusza cierpi jeśli nie ma Ducha, tak samo wiara bez rozumu, jest bez sensu, tak samo wiara bez uczynków jest martwa, jak wyznanie miłości bez czynów jest puste. Jednak przejście drogą wybrakowania do celu jedności jest drogą krzyżową. Mało kto po drodze, między jednym upadkiem a drugim, między jednym gwoździem a drugim pamięta o celu Zmartwychwstania, czyli życia w Pełni Miłości. Raju, kiedy wreszcie ta pełnia, uzupełnienie, wzajemność, spełnienie, respektowanie potrzeb, odpowiadanie na braki. To jest cel do którego zdążamy.
Daj nam Boże Twoją moc by to wytrzymać.
To napięcie i głód. Bądź nam miłościw.
Witamy Cię Ikono Świętej Rodziny
Witamy Cię Święty obrazie, ukazujący piękno życia rodzinnego w Duchu Świętym Ukazujący wzór miłości okazywanej bliskim…
Witamy Cię, realne i najlepsze odzwierciedlenie relacji w Trójcy Przenajświętszej.
Obrazie święty zachęcający nas do pogłębienia relacji między sobą.
My grzeszna rodzina odwracamy swe oczy od świata i spoglądamy na Twój Święty obraz…
By nauczyć się patrzeć na siebie tak jak Ty Boże na nas, z głębokim szacunkiem i miłością.
Witamy Cię Jezu, pragnący oddawać się nam w prostocie jak dzieci swoim rodzicom,
Ty który przez ten święty obraz uczysz nas tulić Ciebie w braciach, okazywać czułą troskę członkom rodziny,
tak jak tulisz się do swojej mamy.
Witamy Cię Maryjo, Mateńko nasza, która przez ten święty obraz uczysz nas przyjmować miłość Ojca w Synu i Twoim ziemskim oblubieńcu, świętym Józefie.Witaj święty Józefie, wzorze oblubieńczej miłości , dający nam przykład męskiej odwagi do bycia blisko,
tych którym ślubowałeś, Ikono pokory, pracowitości i posłuszeństwa Ojcu niebieskiemu, witamy cię.
Wpatrujemy się w Twój Święty obraz aby wyrył się w nas, w naszych sercach.
Byśmy naśladowali w postępowaniu Waszą cierpliwość, miłosierdzie, aby świat uwierzył, że to Miłość nas posłała. Chylimy głowy przed Waszym całkowitym i bezinteresownym sobie oddaniem, wzajemnym zaufaniem i podziwiamy piękną jedność członków Świętej Rodziny. Witamy Cię i pragniemy od dziś kontemplować tajemnice communio personarum jak mówił św. Jan Paweł II,
czyli zgłębiać tajemnice bycia darem dla drugiego …módl się z a nami!

Dziękujemy Ci Święta Rodzino, że byłaś z nami w obrazie, której wizerunek przedstawiasz.
Zawierzyliśmy Tobie nasze rodziny, nas samych i pragniemy urzeczywistniać owoce tej kontemplacji w naszej codzienności.
Żegnamy Cię Święta Rodzino, a zarazem chcemy abyś pozostała w naszych sercach na tyle na ile będziemy sięgać pamięcią do Twojej Miłości którą ukazujesz, niezgłębionej miłości Boga, którą doskonale odbijasz, zostajesz z nami na tyle na ile będziemy świadczyć o Tobie
światu, pokazywać innym, że też tak chcemy kochać, tak przebaczać, tak być łagodnym, cierpliwym, opanowanym,
pełnym pokoju i radosnym.
Daj nam prosimy być wiernym odbiciem relacji, których nas nauczyłaś.

Ola i Łukasz Klimek